treść serwisu

Dzieciństwo kiedyś

aria-describedby="share_tooltip2" aria-label="Udostępnij"

Treść ścieżki edukacyjnej

Zabawa i nauka – to dwie kategorie opisujące dzieciństwo niezależnie od czasów, w których żyjemy. Ale na tym chyba koniec podobieństw. To, czym się bawimy, w co ubieramy, jak czeszemy, co nam wolno, a czego nie, ustala epoka, w której przyszło nam żyć. Przyjrzyjmy się zatem dzieciństwu sprzed lat. Zdziwienie gwarantowane!

Opracowanie:

Renata Pernak

Licencja

Uznanie autorstwa

Mali dorośli

czyli o tym, co dawniej było ostatnim krzykiem mody

Przenieśmy się w czasie do XVII w. Jesteśmy w Rzeczpospolitej.

– Ile jeszcze będziemy tak stać!? – myślą zapewne pozujący do portretu bracia.

– Tylko się nie ruszać! – uprasza malarz.

Pięcioletni Jerzy i starszy od niego o trzy lata Franciszek nie dają jednak nic po sobie poznać. W końcu nie jest tak źle, bo obszytą futrem czapkę pozwolono im trzymać w ręce, a nie na głowie.

Gdyby ojciec braci, Jerzy Sebastian Lubomirski, zechciał także siebie uwiecznić na portrecie, okazałoby się, że jest ubrany niemal identycznie jak chłopcy.

Wszystko dlatego, że strój małych dzieci szyty był na podobieństwo dorosłych. Może więc z perspektywy dziecka był nieco niewygodny, a przede wszystkim nie nadawał się do swobodnej zabawy, ale czy to nie zaszczyt wyglądać jak cieszący się olbrzymim szacunkiem ojciec?

Zajrzyjmy teraz do XVIII-wiecznej Francji.

Cierpliwość córki króla Ludwika XV również została wystawiona na próbę. Ostatnim krzykiem mody jest bowiem takie modelowanie sylwetki, by wąska góra kontrastowała z szerokim dołem. Efekt ten można osiągnąć przede wszystkim poprzez ściśnięcie klatki piersiowej sznurowanym gorsetem. Robiono to już od najmłodszych lat, by ciało rosnącego dziecka nie rozwijało się naturalnie, lecz dostosowywało do kształtu narzuconego przez gorset. Bez wątpienia było to nie tylko niewygodne, ale także niezdrowe.

Żeby tułów wyglądał szczupło, trzeba też poszerzyć dół. W tym celu stosowano liczne halki albo obręcze, czyli rodzaj stelaża, na który zakładano spódnicę. W ten sposób formowano kolisty kształt kreacji.

Tylko jak w tym usiąść albo przejść przez drzwi?

Razem raźniej

czyli o tym, że z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciu

Trudne zadanie stało przed królową Marią Kazimierą: jak sprawić, by cała gromadka dzieci ochoczo zapozowała do rodzinnego portretu?

Na szczęście miała ona swoje sposoby. Jednym z nich było skracanie długich i często podwójnych imion do krótkich, zdrobniałych form.

U góry po lewej stronie zobaczymy najstarszego syna, którego nazywała Kubeczkiem. Widoczna na jego ramionach czerwona szata to symbol królewski. Jakub Ludwik, bo tak brzmi jego prawdziwe imię, miał w przyszłości zastąpić swojego tatę, króla Jana III Sobieskiego na polskim tronie.

Poniżej chłopca siedzą jego dwaj bracia – Aleksander, czyli Minionek, oraz Konstanty zwany Murmurkiem.

W lewym dolnym rogu obrazu przysiadła Teresa Kunegunda, do której zwracano się Pupusieńko.

Najmłodszy syn leży beztrosko w ramionach mamy. Ma na imię Jan, królowa jednak woli mówić do niego Jaś lub Filonek.

Zapewne nie etykieta, lecz prawdziwa więź skłoniła tych dwóch chłopców do serdecznego uścisku. Ubrani niemal identycznie – widać, że są w podobnym wieku. Można by pomyśleć, że to bracia bliźniacy. A jednak nie!

To Alfred i Adam Potoccy. Choć noszą to samo nazwisko, nie są rodzeństwem, lecz kuzynostwem. Obaj mieszkają w Łańcucie. Chłopcy spędzają ze sobą mnóstwo czasu, nie tylko bawiąc się, ale i ucząc.

Pod okiem nauczycieli kuzyni muszą opanować trudną sztukę kaligrafii oraz jazdy konnej. Czas wolny spędzają na powietrzu, korzystając z huśtawki i piaskownicy. W domu czekają na nich wspaniałe zabawki, często przywożone aż z Wiednia. Jest więc koń na biegunach i zbroja z mieczem do rozgrywania turniejów rycerskich, a także żołnierzyki.

W dzieciństwie pełnym wrażeń zrodziła się przyjaźń na całe życie.

W ferworze zabawy

czyli o tym, że najfajniejsze zabawki nie muszą być wcale drogie

Zabawy na świeżym powietrzu pozwalają uwolnić wyobraźnię.

Wówczas z kamieni i gałęzi można zbudować sobie fortecę, a do jej obrony użyć… patyka. Jednak żebyśmy przed kolegami wypadli poważnie, nasza broń musi wyglądać wiarygodnie i groźnie.

Z pewnością tym kierowali się autorzy prezentowanej zabawki. Kawałek brzozowej gałęzi skojarzył im się od razu z pistoletem. Drucik posłużył do przymocowania znalezionej gdzieś przypadkiem łuski po naboju. Z takim uzbrojeniem każdy poczułby się bezpiecznie.

Tylko co wymyślą koledzy z przeciwnej drużyny?

Najpierw sprawdźmy, czy mamy wszystkie figury potrzebne do gry. Nazywa się je bierkami.

Król, królowa, podkról, podkrólowa, pop, popica i bydlęta – wszystkie są.

Wymagana liczba graczy – od dwóch do dziesięciu – jest.

Zatem pora zaczynać!

 

Pierwszy gracz układa komplet bierek na wewnętrznej stronie dłoni. Następnie podrzuca wszystkie w górę i próbuje złapać je na grzbiet dłoni. Jest to gra zręcznościowa, ale wymaga też taktyki. Czy lepiej złapać jak najwięcej przypadkowych bierek, czy raczej skupić się na jednej – najwyżej punktowanej? Bierka bierce nie jest równa. Bydlę to jeden punkt, pop i popica dają po cztery, podkról i podkrólowa po osiem, a król i królowa po dwanaście.

Taktyki mogły być różne, podobnie jak techniki chwytania.

Takie bierki były popularne na początku XX w. zwłaszcza na wsiach. Ponieważ strugało się je z drewna, mógł je wykonać np. dziadek czy starszy brat.

Pora na naukę

czyli o tym, że szkoła niejedno ma imię

Chyba każdy pamięta ze swojego dzieciństwa te okropne sformułowania: „to nie jest dla dzieci” albo „dostaniesz, gdy będziesz duży”.

A przecież od najmłodszych lat przyglądamy się rodzicom i chcemy robić to, co oni. Okazuje się jednak, że czasem zdarzają się przyjemne wyjątki.

Ten malutki pojazd przeznaczony dla dzieci jest miniaturką wersji dla dorosłych.

Ma takie same elementy i wygląda identycznie. Może z jednym wyjątkiem… Zaprzęgano do niego nie duże konie, ale mniejsze zwierzęta, np. kozy. Te prezentowały się nie mniej okazale, ponieważ specjalnie wybierano osobniki z długą sierścią i efektownie zakręconymi rogami.

Wszystko to brzmi jak zapowiedź dobrej zabawy, ale tak naprawdę chodziło o naukę.

Dzieci już od najmłodszych lat uczyły się powozić. Oprócz tego pobierały lekcje jazdy konnej. Były to podstawowe umiejętności, które jeszcze w XIX w. posiadało każde dziecko pochodzące z szanowanej i bogatej rodziny.

Czy umiejętność czytania jest czymś wyjątkowym? Dziś już nie, ale jeszcze ok. 100 lat temu co trzeci Polak nie posiadał tej zdolności.

Pierwsze kroki w nauce języka polskiego stawiano dzięki elementarzom. Nazwa ta pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego coś początkowego. Elementarz był zatem właściwym wyborem, by rozpocząć naukę. Z jego pomocą poznawało się litery i tworzyło z nich słowa. Potem można było przejść do czytania krótkich wierszyków i opowiadań.

Podobnie jak dzisiejsze podręczniki dawne elementarze zawierały rysunki, które pomagały zrozumieć treść.

Oczywiście było też miejsce na ćwiczenie pisania. Jednak właściciel tego elementarza wykazał się kreatywnością i na jego marginesach pozostawił własne obrazki i notatki.

Pozostaje mieć nadzieję, że rzeczywiście pomogły mu w nauce.

Nie tylko koronowane głowy

czyli o tym, że każde dziecko zasługuje na swój portret

Przez wiele lat na wykonanie malarskiego portretu dziecka mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi. Zwykle były to rodziny królewskie albo najznamienitsze rody.

Przedstawiona na portrecie Auguste nie jest córką króla, lecz szczecińskiego kupca. Jesteśmy w XIX w., gdy obrazy malowane są coraz częściej na zamówienie mieszczan, którzy chcą w ten sposób podkreślić swoją pozycję w społeczeństwie.

To właśnie dlatego Auguste założyła odświętną białą sukienkę przyozdobioną kołnierzykiem zakończonym koronką. We włosy ma wplecioną różową przepaskę. Dzięki temu kosmyki nie opadają jej na twarz, a jednocześnie pozwalają zaprezentować długie kryształowe kolczyki.

Dość już tego sztywniactwa! Czy nie lepiej pokazać dzieci w ich naturalnych pozach? Nawet jeśli kołnierzyk będzie nieco odstawał, a włosy nie zechcą słuchać grzebienia.

Taki pomysł pojawił się pod koniec XIX w. Za naturalnie pięknych modeli uznano dzieci mieszkające na wsi. Portretowano je coraz częściej, pokazując przy tej okazji również związek wsi z tradycją. Kilkuletnia dziewczynka trzyma w ręce bazie, czyli gałązki wierzby. Chrześcijanie przynoszą je do kościoła w Niedzielę Palmową. Możemy zatem przypuszczać, że właśnie tego wiosennego dnia dziewczynka szła poświęcić gałązki.

Modelka ubrana jest dość skromnie, ale jednak odświętnie.

Świadczy o tym nie tylko biały kołnierzyk, lecz także sznur czerwonych korali ciasno oplatających jej szyję. Malarz niczego nie próbował ukryć – delikatny rumieniec na policzku dodaje dziecku jeszcze większego uroku.

Różne techniki

czyli o tym, że portrety dzieci nie muszą być malowane farbą

Malutką Joasię sportretował jej wujek – Roman Kramsztyk. Choć był malarzem, tym razem nie sięgnął po płótno i farby, lecz po specjalną brązową kredkę zwaną sangwiną.

Służy ona głównie do rysowania, ale też tworzenia szkiców, czyli wstępnych rysunków. Prace wykonane sangwiną są często dość uproszczone, co widzimy po ubraniu dziewczynki. Wprawdzie możemy wyodrębnić sukienkę, fartuszek i sweterek, ale są one przedstawione w schematyczny sposób. Najwięcej uwagi Kramsztyk poświęcił twarzy modelki, oddając wiernie jej rysy.

Portret powstał w 1927 r. i w rodzinnym archiwum przetrwał niemal 100 lat.

Ponieważ jest on wykonany na papierze, który nie znosi wilgoci ani zbyt dużej ilości światła, można mówić o dużym szczęściu. Mógł się przecież zawieruszyć w czasie tragicznych wojennych lat. Widać zatem, że Kramsztykowie z uwagą zadbali o tę cenną rodzinną pamiątkę.

Czasem wygrzebujemy je po latach z zakurzonego kartonu schowanego gdzieś na strychu. Innym razem oglądamy je w rodzinnych albumach. Fotografie, bo o nich mowa, to cenne rodzinne pamiątki. Z czasem jednak niepodpisane zdjęcie staje się nieczytelne. Kto na nim jest? W którym roku zostało wykonane? Nawet jeśli tego nie wiemy, każda fotografia pozwala nam poznać przeszłość.

Ten chłopiec został uwieczniony na zdjęciu zapewne w latach 20. XX w. Świadczy o tym jego fryzura – wówczas niezwykle modna. To również czas, gdy królowały krótkie spodenki (nierzadko na szelkach) i podkolanówki. Kolory zarezerwowane dla dzieci to przede wszystkim granat i czerń. Do tego koniecznie biały kołnierzyk – doda elegancji w każdej sytuacji.

Zdjęcie mogło powstać zarówno w prywatnym domu, jak i w atelier, czyli pracowni fotograficznej. Zgromadzone w takim miejscu przedmioty to tak naprawdę elementy scenografii. Ustawia się je w taki sposób, by zaaranżować przestrzeń, jakiej w danej chwili potrzebujemy.

Dzieciństwo kiedyś

Słownik pojęć:

Chrześcijaństwo – jedna z trzech najpowszechniejszych na świecie religii, w których podstawą jest wiara w jednego Boga; najważniejszą księgą dla chrześcijan jest Biblia.

Mieszczanie – grupa społeczna, w skład której wchodzili głównie zamożni mieszkańcy miast; mieszczanie często pracowali jako kupcy lub rzemieślnicy.

Niedziela Palmowa – święto chrześcijańskie obchodzone na siedem dni przed Wielkanocą; upamiętnia ono przyjazd Jezusa do Jerozolimy. W Niedzielę Palmową w kościołach święci się palemki oraz gałązki wierzby.

Obiekty wykorzystane w tej ścieżce edukacyjnej

0
Portret Alfreda i Adama Potockich - Lico obrazu

Alfred i Adam Potoccy

Portret Alfreda i Adama Potockich

Sontag, Józef

XIX wiek

Muzeum – Zamek w Łańcucie

lico, Portret dziewczynki naklejony na karton wykonany w formie rysunku. Przedstawia górną połowę jej ciała. Dziecko jest lekko zwrócone w swoją prawą stronę. Ma na sobie sukienkę, fartuszek z pomponami i sweterek. Na głowie nosi czapeczkę, spod której wystaje grzywka. Dziewczynka ma okrągłą twarz o pulchnych policzkach. Oczy są duże i wyraziste. Twarz została narysowana z dużą dbałością o szczegóły. Ubiór – ukazany w sposób schematyczny.

Portret Joanny Kramsztykówny

rysunek

Kramsztyk, Roman

ca 1928

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

lico obrazu

Ludwika, córka Ludwika XV - portret

Nattier Jean-Marc kopia

1. poł. XIX

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

ML/MART/180 - Przedwojenny elementarz do j. polskiego (s. 19-68), z odręcznymi notatkami.

Przedwojenny elementarz

nieznany

1918 — 1939

Muzeum Narodowe w Lublinie

Figurki gry dziecięcej służące do zabawy z podrzucaniem. Wystrugane z drewna w formie płaskich abstrakcyjnych kształtów. Składała się z 57 elementów różnego kształtu i wielkości. Obecnie 43 szt.

Gra "Bierki lubartowskie" lub "Podkról"

nieznany

między 1901 — 1910

Muzeum Narodowe w Lublinie

E/180/ML - Pistolet wykonany z drewna (rękojeść) i gilzy karabinowej mocowanej do rękojeści drutem. Wykonany przez dzieci, służy jako zabawka.

Pistolet

nieznany

1901 — 1950

Muzeum Narodowe w Lublinie

Widok 3/4 przód

Ziegewagen

Powozik

nieznany

XIX/XX wiek

Muzeum – Zamek w Łańcucie

Znaleziono 12 obiektów

Brak wyników

Może Cię również zainteresować:

Dodaj notatkę

Edytuj notatkę

0/500

Jakiś filtr
asd